Autorką wpisu jest Faledor, która prowadzi blog: „czytanie – moja pasja”.
Każdy z nas miał jakieś ideały. Niektórzy nawet mają je do dziś.
Moimi ideałami były niezłomne zasady, szlachetność, odwaga i męstwo. To wszystko, a nawet więcej znalazłam w książkach.
Chciałabym zapoznać was z kilkoma postaciami, które odegrały w moim życiu niemałą rolę, kształtując w dużym stopniu moje dzieciństwo i wczesną młodość. To bohaterowie moich ulubionych książek, w których zaczytywałam się wtedy nie bacząc na zdziwienie lub dezaprobatę otoczenia, gdyż z równą przyjemnością czyniłam to podczas obiadu, kąpieli jak i podczas lekcji pod szkolną ławką. Zdziwienie wielu budziła też tematyka tych książek, bowiem dziewczynki w moim wieku czytały wtedy Musierowicz i Siesicką, co dyskretnie próbowała mi dać do zrozumienia niejedna nauczycielka i bibliotekarka podsuwając stosowne tytuły. Mnie jednak nieodparcie ciągnęło do regałów z inną przygodą, bezkresną jak północnoamerykańskie prerie i pachnącą dymem z ognisk i indiańskiej fajki pokoju jak moja nakanapowa kolekcja, w której próbowałam odtworzyć klimat tamtych beztroskich i wypełnionych emocjami dni.
Pierwszy z owych bohaterów to słynny Sokole Oko. Zapewne kojarzycie tę postać z filmu „Ostatni Mohikanin”, który nota bene nie jest dokładną ekranizacją książki. Sokole Oko nie jest czerwonoskórym, jakby wskazywał na to jego przydomek, lecz białym, który został przygarnięty i wychowany przez Indian. W wyniku tego wychowania przejął od nich pozytywne cechy charakteru i umiejętności. Jest szlachetny, mądry, waleczny, świetnie tropi i poluje. Razem ze swoimi przybranymi współziomkami, resztkami z ginącego plemienia Mohikanów żyje w zgodzie z naturą i odprawia religijne rytuały. Jest to bohater zdecydowanie pozytywny i choć może trochę wyidealizowany przez autora, to budzi sympatię i wciąga czytelnika w swoje przygody, których tłem są historyczne wydarzenia przełomu XVIII i XIX wieku, między innymi wojna angielsko – francuska w kolonialnej Ameryce. O jego przygodach z żądnymi krwi Huronami i Irokezami, o trudnych kontaktach z bladymi twarzami, z którymi już się nie identyfikuje przeczytacie między innymi w tych książkach Jamesa Fenimore Coopera: „Pogromca zwierząt czyli Pierwsza ścieżka wojenna” i „Ostatni Mohikanin” – tę polecam szczególnie, gdyż inaczej niż w filmie przedstawiona jest postać Unkasa, syna tytułowego „ostatniego” ze swojego rodu. Jego wątek jest bardziej zdecydowany, a uczucie do białej dziewczyny i w końcu śmierć spowodowały u mnie niekończącą się strugę łez.
Kolejny mój wielki bohater to wykreowany przez Karola Maya wódz Apaczów Winnetou. Postać całkowicie wymyślona, co odkryłam po czasie z wielkim rozczarowaniem, gdyż po przeczytaniu wszystkich tomów i po wylaniu kolejnych potoków łez nad grobem tego szlachetnego Indianina postanowiłam odnaleźć miejsce spoczynku jego ciała.
W książkach opiewających czyny Winnetou odnajdziecie wspaniałe przygody owego Indianina oraz jego przyjaciela Old Shatterhanda, których złączyło braterstwo krwi. Ci dwaj odważni bohaterowie w scenerii Dzikiego Zachodu walczą z białymi bandytami, złymi, chciwymi kupcami lub czerwonoskórymi wrogimi plemionami. Czyli klasyczna walka dobra ze złem, w całkiem fajnym i przystępnym wydaniu, w którym dobro na ogół zwycięża. Oprócz faktu niepowetowanej śmierci Winnetou oczywiście. Buuuuu!
…huknęły dwa strzały. Winnetou runął na ziemię.
Stanąłem, nie mogąc zrobić kroku z przerażenia.
- Winnetou, mój przyjacielu! – zawołałem.
- Winnetou umiera – odparł z bólem Apacz.
Oczywiście pojawia się też delikatny wątek romantyczny w postaci siostry wodza, której czarne oczy prześladowały skutecznie białego przyjaciela Indian, Old Shatterhanda.
Historię tego dzielnego czerwonoskórego znajdziecie w książkach o „Winnetou” i w kolejnych częściach tej indiańskiej epopei, którą serdecznie polecam. Z ciekawostek dodam jeszcze, że Karol May nigdy nie był na Dzikim Zachodzie a jego książki upodobał sobie Adolf Hitler (co może niespecjalnie jest zachętą, ale taki jest niezaprzeczalny fakt).
W niektórych kulturach przejście ze stanu młodzieńczego w dorosłość nie było zbyt przyjemne. Chłopcy z plemienia Dakotów musieli wykazać się wielką odwagą i udowodnić swoją odporność na ból w czasie obchodów Tańca Słońca, w czasie których przyjmowano ich w poczet mężczyzn. Tę kontrowersyjną ceremonię musiał przejść także mój kolejny bohater Tehawanka, którego losy opisali Krystyna i Alfred Szklarscy w fascynującej trylogii „Złoto gór czarnych” – to pierwsza część. Do przeczytania jej chciałabym zachęcić w szczególności, gdyż bardzo interesująco opowiada historię plemienia przed spotkaniem białego człowieka. Ja swoją przygodę z Indianami zaczęłam właśnie od niej. Z książki tej można dowiedzieć się jak wyglądały łowy na bizony, ofiary składane Wielkiemu Duchowi, język migowy mieszkańców prerii oraz zwyczajne i jednocześnie dla nas tak niezwykłe codzienne życie społeczności plemiennej z jej ceremoniami i zasadami. Poznajcie Dakotów i ich bezgraniczne przywiązanie do ziemi ojców. Plemię, które nade wszystko ukochało wolność i najdłużej o tę wolność walczyło z białym najeźdźcą. Jak to się skończyło – wiadomo, a jak było wcześniej – przeczytajcie sami.
Alfred Szklarski, Dakota, Dziki Zachód, Huroni, indianie, Irokezik, James Fenimore Cooper, Karol May, Krystyna Szklarska, książki o Dzikim Zachodzie, książki przygodowe, Old Shatterhand, Ostatni Mohikanin, Sokole Oko, Winnetou




Zapachniało mi dymem z Dzikiego Zachodu, …Faledor gratuluję :-)
Dziękuję Patrycjo, cieszę się, że @przemek zdecydował sie odkurzyć ten trochę zapomniany temat :)
Jeżeli chodzi o książki, to nie ma zakurzonych tematów :-)